Wyjechaliśmy
razem, Franka zasnęła od razu po pięciu minutach. Po drodze widzieliśmy zamek
księżniczki, fotoradar i ominęliśmy zjazd więc musieliśmy jechać przez nowe, nieznane wioski.
W Rugby rozstaliśmy się przed Nero Cafe. Zanim wszedłem pociągnąłem sobie z
lufki. Zakochana para stała przede mną w kolejce. Zamówiłem Americano Grande.
Nie było miejsca przy moim ulubionym stoliku więc usiadłem tyłem do baru. Ma to
swoje zalety, bo łatwiej jest się skupić. Nie chodzi przed tobą pełno ludzi, na
których ciągle się gapisz. Rozłożyłem laptopa, włączyłem audiobooka i
zacząłem pracę. Na początku szło ciężko, bo nie mogłem się skupić, ale po chwili
w książce pojawiła się wypowiedź, która mnie zmotywowała: “Cokolwiek w
życiu robisz rób to najlepiej jak potrafisz w danej chwili”. “Skills pay your bills” było jeszcze lepsze :). Tak więc postanowiłem wykonywać
moją pracę najlepiej jak potrafię. Nie mam z tym problemów, bo mam wszystkie
niezbędne narzędzia. Czasem brakuje mi po prostu sił, motywacji albo celu. Niby
nic, a jednak tak wiele. Mam wszystko. Zdrowie, w miarę funkcjonujący umysł, ale
nie mam odpowiedniego nastawienia. Ciągle gdzieś błądzę, wędruję. Bywają jednak
momenty, kiedy ustanawiam sobie cel i życie leci jak strzała. Te momenty dają
najwięcej radości. Wniosek jest prosty. Należy ustanawiać sobie cele i do nich
dążyć. Przeczytałem już kilka książek na temat efektywności w życiu, więc nie
powinienem mieć z tym trudności, ale czasem zbaczam z mojej ścieżki. Najlepsze
w tym jest to, że nie wiem jaka to ścieżka, ale czuję jak z niej zbaczam i jak
na niej nie jestem. Życie staje się wtedy nie do zniesienia. Niestety jestem
człowiekiem, który lubił się zmagać z problemami i myślał, że wszystko można
pokonać. Po 10 latach ciągłych problemów, doszedłem do wniosku, że istnieje łatwiejsza droga i jeżeli coś nie działa przez 3-6 miesięcy to już nie
zadziała. Ja niestety czekałem 6 lat. Czyli straciłem 5.5 roku. I zrobiłem tak
2 razy. W sumie to 11 lat. Już nigdy więcej. Teraz dochodzę do rozumu znacznie
wcześniej. Ale ciągle trwa to jeszcze za długo. Zachowywałem się jakby życie
było wieczne. W wieku 40 lat zrozumiałem, że już co najmniej 1/3 życia mam za sobą.

Nie oglądam
horrorów. Życie potrafi być wystarczająco straszne.

Szukając
tytułu mojego pamiętnika natrafiłem na taką książkę.

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/183393/pamietnik-tlumacza

Szkoda, że
nie ma audiobooka. Z chęcią bym posłuchał, bo nie mam czasu czytać. Spędzam 50
godzin tygodniowo przed ekranem laptopa, więc na czytanie nie mam już za dużo
siły, ani czasu. Czasem czytam przed snem. To mnie uspakaja. Nie mam telewizora, więc dostałem w prezencie 1/5 życia więcej w stosunku do tych co go mają.
Szkoda mi tych ludzi. Spędzają po 2-4h dziennie przed telewizorem. W sumie to
średnio 1/4 iż życia, bo snu nie liczę.

Nadal ciągle muszę wymyśleć nowy tytuł dla mojego pamiętnika. Taki SEO friendly. Wspomnienia tłumacza? Nie
to takie retrospektywne, nostalgiczne. Powinno być chwytające za serce. O ile
życie tłumacza potrafi takie w ogóle być? Ekscytujące życie tłumacza? Tak. To
mi się podoba. Hm. Właśnie się zorientowałem, że siedzę tu już od 1.5h a one
jeszcze nie wróciły. Łażą po sklepach. To też smutne czasami. Te ciągłe zakupy.
Bywa, że nie wychodzę z domu przez tydzień. Czasami przez 3 dni nie rozbieram
się z piżamy. Tak jak wstaję, tak idę potem spać. A one ciągle na zakupach. 🙂

Ekscytujące
życie tłumacza

https://www.polskieradio.pl/8/3866/Artykul/1417018,Praca-tlumacza-Ekscytujaca-i-niedoceniana

Tak ktoś o
tym już mówił, ale w innym kontekście. Ja nie chcę mówić o przekładzie, o
tłumaczeniu. Tłumacz ma jeszcze poza swoją pracą życie. Moją radością jest to, że mogę pracować w domu. Ma to swoje wady, ale więcej zalet. Przynajmniej dla
mnie.

godz.17:07

No to już w
domu. Lewy napisał, że nie przyjedzie, bo złapali Rumuna, tego co mu odsprzedał
samochód i to na tej same trasie co miałby do nas jechać i się teraz boi. No
cóż jak zwykle, z Lewym nigdy nie wiadomo. Albo jest spóźniony 4 godziny albo
się w ogóle nie pojawi :).